
Ale powrócę do dnia 6 lutego ;) Pierwszy raz jechałam taaaaak wypchanym autobusem, torwar tego dnia miał cholerne branie. Na bilecie napisane jest, że to hala Ursynów ale bilety rozeszły się szybko więc miejsce zmieniono na Torwar. Support był taki o średni, znam trochę piosenek Chloe Howl ale to nie na nią czekałam. Godzina 20:00 i nerwica "Gdzie ta Ellie" spóźnialskie te brytole ;) Czekamy i... jest i ona, Ellie Goulding w całej krasie, jak tylko się odezwała tym swoim pięknym anielskim akcentem tak moje serce biło z prędkością światła ^^ Energiczne rozpoczęcie, widać, że robi to co kocha i robi to cholernie dobrze, mniej więcej w środku występu zwolniła, nie chodzi o to, że przestała się starać tylko o smutniejszy klimat, jeżeli ktoś zna "Your song" (które sama od kilku dni katuje, jak i resztę piosenek :D ) do najweselszych ona nie należy. Oczywiście łza mi poleciała, żeby to jedna, ale starałam się zamaskować to przed towarzyszkami. Wydaje mi się też, że sama Ellie była wzruszona, śpiewała tak emocjonalnie jakby właśnie opowiadała historie swojego życia. Po sentymentach znów zwiększone tempo, ciało samo się porusza, głowa kiwa w rytm, noga tupie, tekst sam bez pytania o pozwolenie wypływa z ust. Pierwszy raz od daawna byłam taka szczęśliwa. Tylko dlaczego jak spoglądam w prawo to zostaje utwierdzona w przekonaniu że to już ostatnia piosenka. Strasznie szybko to przeleciało. I tak ostatnie słowa zostają wyśpiewane, Ellie daje z siebie wszystko, fani skaczą, śpiewają, żyją w swoim świecie. Mówi nam że dziękuje, nawet powiedziała a raczej starała się powiedzieć to po naszemu, nie ma tak łatwo ;) I już nie ma ani jej ani muzyków ani 3 osobowej pomocy wokalnej. "Dziękujemy! Dziękujemy!..." po czym "Ellie! Ellie!" ludzie już wychodzą a my stoimy jak te świeczki krzycząc i prosząc o więcej. Chyba już nie wyjdzie. Ale jest i ona, wychodzi wyraźnie zaskoczona reakcją publiki, wracają muzycy. Nie wiem jak to sie dzieje ale moje słabe oczy widzą jak daje z siebie więcej i więcej i więcej. Roznosi scenę swoim talentem, aż mam ochotę przedrzeć się przez publikę i poprosić ją o rękę. Ona wolna (chyba) ja wolna, ona ma talent muzyczny, ja nie, cudownie się uzupełniamy :D Trzy bisowe piosenki z jeszcze większą ilością jej serca. Po wszystkim obiecała, że szybko tutaj wróci i widać jaka jest szczęśliwa. Tak własnie dnia 6 lutego od godziny 20.00 przeżywałam swój muzyczno-Elliowo-Gouldingowy orgazm, całkiem publicznie i jestem z tego dumna.
Bilet mam zamiar włożyć do antyramy i uwidocznić, będę się tym przechwalać aż do śmierci. Jeżeli tylko dotrwam do następnego roku to zrobię wszystko a nawet więcej by zobaczyć ją znów gdy się zjawi.
Ach moja luba <3
Tak chaotycznie to napisałam ale co tam.
A wczoraj odbyły się chrzciny synka mojej siostry, robiłam dla niego tort z całym przyozdabianiem, pewnie gdyby nie fakt, że jestem jego matką chrzestną to nie podejmowałabym się tego wyzwania ale chciałam aby to był też taki prezent. Wyglądał tak jak na zdjęciu niżej i podobno wszystkim smakował, chyba nawet w to uwierzę bo już od dzisiaj rana go nie ma, zostały tylko buciki i kostki. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak chociaż raz na jakiś czas coś się mi uda i jak się z tym czuje.
A teraz chcę spróbować coś czego nigdy nie próbowałam czyli zabawa w recenzenta.
Pod mą lupę biorę znane serum do rzęs, moje ostatnio wypadają i są osłabione.
Po miesiącu pokażę zdjęcia po użytkowaniu. Jakoś w następnym tygodniu pokażę jak rzęsy wyglądają teraz, jak z samy tuszem a jak z tuszem i serum. Szczoteczka jak widać jest zwykła bez żadnych "fallusów" jak ja to nazywam ;) Zobaczymy co mi z tego recenzowania wyjdzie. Pilnujcie mnie w moich postanowieniach ;)Zrobiłam się jakaś filozoficzna ostatnio. Nie chodzi mi o to, że wszystkie swoje myśl obnażam a raczej o to co się dzieje we wnętrzu. Już wcześniej jawiła się jakaś głębia myśli ale raczej nie uciekałam się do takich ciężkich książek czy do jakiegoś mało znanego kina. Nie radują mnie filmy, które wychodzą teraz na ekrany, albo zabijanie albo stare utarte schematy miłosne z sympatycznym zakończeniem. Pascala mi się zachciało, widzę tego autora jako wiecznie podirytowanego i nieznoszącego sprzeciwu. Nie wiem czy dojde do końca, pewnie nie, jak zwykle nie zgadzam się z cudzym zdaniem ;) Nie umiem też skupić się całkowicie na tym co czytam. Dzięki pewnej osobie nie moge się skupić na prostych czynnościach nawet, oj don't like.
Starałam się streścić wszystko na ile to możliwe, gratulacje dla tego kto dotrze do końca.
Trzymcie się i do następnego
Dla nieobeznanych, tak śpiewa moja ukochana




